środa, 16 października 2013

Piołun, czyli walka z "kosmitami"

Kilkukrotnie już na tym blogu wspomniałam o tym, że chcę przejść na dietę, ale nie po to, żeby wskaźnik na wadze zmienił swoje położenie, ale dlatego, że chcę sobie pomóc w walce z łojotokiem. Kiedyś udało mi się wdrążyć kilka zasad z diety przeciwłojotokowej do mojego menu, ale teraz niestety ponoszę porażkę na całej linii. Chęci mam, ale w moim nieuporządkowanym życiu to za mało. Oczywiście to wszystko wymówki;)
Już pół roku temu zorientowałam się, że drastyczna zmiana diety będzie dla mnie niemożliwa, dlatego zaczęłam wprowadzać zmiany małymi kroczkami. 
Pierwsza rzeczą z której zrezygnowałam było mięso. Nie wydarzyło się to w jednym momencie, ale padlina coraz rzadziej lądowała na moim talerzu. Akurat ten krok nie był dla mnie trudny ponieważ przez 10 lat mięsa nie jadłam prawie wcale. Wróciłam do niego kiedy wykwitło mi ŁZS. "Znawca tematu" wraz z receptą przepisał mi mięso. Bo przecież to jego brak mi na pewno zdrowie odebrał. Niedawna wizyta u endokrynologa i internisty utwierdziła mnie w przekonaniu, że mięso wcale do szczęścia potrzebne mi nie jest.
Drugą rzeczą której w dużej mierze pozbyłam się z jadłospisu był nabiał. Tutaj niestety było już duuuużo trudniej, ponieważ do tej pory moja dieta składała się głównie właśnie z niego. To co od krówki próbowałam zamienić kozą, ale okazało się, że jest ona niejadalna. Została jeszcze owca, ale tutaj zadecydował aspekt finansowy. 
Ograniczyłam picie kawy do 1 kubka dziennie. Również ilość słodyczy którą do tej pory pochłaniałam, znacząco się zmniejszyła. 
Niestety przy tym wszystkim na moim stole zagościł chleb i inne wyroby z mąki które do tej pory jadałam tylko okazjonalnie. 

Następnym moim krokiem chciałam żeby było pozbycie się pasażerów na gapę. Nie wiem czy mam takowych, ale perspektywa robienia sobie kolejnych badań jakoś mnie nie pociąga. Dlatego uznałam, że bez zbędnych spacerów po lekarzach potraktuję samą siebie czymś co nie wymaga recepty, ale i co ważne, mi nie zaszkodzi: zielem piołunu.


O piołunie po raz pierwszy usłyszałam od swojej mamy. Były lata, że co kilka miesięcy robiłam sobie taką kilkudniową kurację piołunem. 
  • piołun działa przeciw pasożytom układu pokarmowego, a dokładniej na ich układ nerwowy, paraliżując go swoimi związkami,
  • piołun, czyli bylica piołun
  • oprócz tego, że jest stosowany jako "roślina na robaki", ma również swój udział w leczeniu braku apetytu oraz złym trawieniu
  • jest uważany za jedne z najlepszych środków na glistę ludzką
  • niewątpliwie plusem jest fakt, iż jest naturalny, łatwy w zastosowaniu oraz skuteczny
  • piołun nie jest dla każdego. Kobiety karmiące, w ciąży, w czasie menstruacji, powinny unikać picia piołunu. Również osoby które mają choroby wątroby, przewodu pokarmowego, nieżyt błon śluzowych i jelit, hemoroidy, nie mogą pić piołunu. Osobiście uważa, że przed piciem każdych ziół należy we własnym zakresie sprawdzić cy kwalifikujemy się do kuracji.
  • dawkowanie: 1g dziennie, co odpowiada 1 saszetce bądź 1 łyżeczce. W takich ilościach kuracja nie powinna trwać dłużej niż miesiąc. Jeden z przepisów zaleca 15 dni kuracji, 7 dni przerwy i powtórzenie kuracji
  • co jest bardzo ważne piołunu nie można stosować zbyt długo ponieważ może wywołać zawroty głowy, krwawienia maciczne, drgawki oraz wzmagać agresywność
  • w większych dawkach ziele jest szkodliwe, zwłaszcza w połączeniu z alkoholem
  • piołun ma bardzo specyficzny, gorzki smak. Nie ukrywam, że dla mnie świeży napar jest nie do przełknięcia. Moja mama znalazła na to patent: zaparzyć wieczorem i wypić rano przed jedzeniem. Polecam jednak picie na wdechu i od razu "po" wyszorować dokładnie otwór gębowy, język, policzki co się da, ponieważ posmak pozostaje.
  • ja piję raz dziennie przed śniadaniem niepełny kubek "nescafe"
Wspominam o tym ponieważ jestem właśnie w trakcie takiej kuracji:)

Zaznaczam, że kuracja jest na własną odpowiedzialność. Nie zlecił mi jej żaden lekarz, więc to co wiem, to jest to czego sama się dowiedziałam.
Jeśli ktoś stosował tą lub podobne metody pozbywania się kosmitów, czekam na info w komentarzach:)

P.S. Jeśli w treści jest jakiś błąd, proszę o wyrozumiałość, ciężki czas u mnie nastał. Dlatego też, zanim się zdecydujecie sami doczytajcie czy wam taka kuracja odpowiada i sprawdźcie zwłaszcza skutki uboczne oraz dawkowanie.

21 komentarzy:

  1. Uwielbiam zioła i często sięgam po nie jako pierwszy krok w walce z różnymi problemami :) poczytam więcej o tym sposobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Testuję olej z pestek dyni w tym samym celu. Zaleca się pić 3 razy dziennie po jednej łyżce na pół godziny przed posiłkiem. Jest niezły w smaku i bezpieczny dla dzieci i mam karmiących.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Poza konkursem": Natalio wkleiłam Twoje pytanie do "forum" to jest 2 posty wstecz. Nadal się Twój post nie wyświetla, ale nie mam pomysłu dlaczego:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze jednym sposobem na pasożyty są świeże pestki z dyni, ale tylko świeże, wydłubane z dyni. Można o tym poczytać w necie, działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie też kiedyś o tym słyszałam. Gdzieś tam krąży mylny pogląd, że wszystkie pestki, ale jest tak jak piszesz, że tylko te świeże. W sumie dobry czas, dyni teraz w bród:)

      Usuń
  5. Mnie trochę przerażają te skutki uboczne. No i z tego, co wiem, produkty spożywcze z piołunu są zakazane w niektórych krajach.
    Nie robiłabym sobie takiej kuracji, nie podejrzewając, że mam pasożyty. Badania na ich obecność są proste i jeśli masz skierowanie, są robione bezpłatnie. W razie czego zrobiłabym takie badania po prostu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko w badaniach często nic nie wychodzi i to jest ten ból. Skierowań również wbrew pozorom wcale tak chętnie nie przepisują. Wydaje mi się, że taka 2 tygodniowa kuracja nie powinna zaszkodzić, bo akurat ja mam plan tyle ją stosować. Może tak: do tej pory mi nic nei było, a jak wspomniałam co jakiś czas ją stosowałam.

      Usuń
  6. a wiecie, że od pasożytów też lecą włosy
    moja mała miała chociaż wyniki wychodziły zawsze super
    za to skóra sucha, pękające kąciki ust, ciągłe opryszczki
    zalecono kurację chemiczną
    jedzenie dyni
    zero cukru
    i pomogło wszystko wróciło do normy
    ale nad piołunem się nie zastanawiałam, ale podobno rewelacyjny na robale
    ciekawe jak z dziećmi?

    maurice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z badaniami tak jest, że może wyjść dopiero za 10tym razem. Co do dzieciaków to nie mam pojęcia, akurat tutaj myślę, że trzeba by dokładnie sprawdzić temat. No i nie sądzę, że jakiś dzieciak bez oporów by to wypił.
      Moja pierwsza dermatolog 13 lat temu właśnie jako pierwsze podejrzewała u mnie pasożyty jak mi włosy poleciały. Powód był inny, a może i oba, ale pasożyty wtedy miałam na pewno. Miałam psiaka w domu i pewnie dlatego. Oczywistość, psiak był odrobaczany na bierząco, no ale wiadomo.

      Usuń
  7. Bardzo mnie zaciekawiłaś tą kuracją.
    Powiedz tylko, czy te zioła całą noc moczą Ci się w wodzie, czy je odcedzasz jeszcze wieczorem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moczę całą noc. Ale to tylko dlatego, że robię to przed pójściem spać. Nie wiem czy tak jest poprawnie. Od dzisiaj będę robiła to rano, bo jak wypijam przed wyjściem do pracy to jest ciężko z pęcherzem, a mi niewiele trzeba. Zanim dojadę do pracy to wychodzi prawie godzina, więc np. przed wczoraj to w tramwaju nogami już przebierałam;)

      Usuń
  8. W sumie to chetnie zastosowalabym taka kuracje. Tylko, kiedy przeczytalam kiedy nie wolno popijac lopianu to sie niestety nie kwalifikuje :/
    Juz sama nie wiem czego sie lapac :/
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, wiem, wiem... piolunu :D

      Usuń
  9. Jak komu ziolka nie podchodza, to zawsze mozna opic sie absyntu i bimbac na problemy ;)

    Mastiffie drogi, skad bierzesz piolun? Mozna go dostac w aptece /pachnacej ksiegarni, czy tylko na rozstajach o nowiu ksiezyca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój piołun jest z zielarskiego, ale najczęściej kupowałam w aptece. Jest w saszetkach. Nigdy nie miałam sypanego. Zawsze jak kupowałam to od razu mi przynosili w saszetkach.

      Usuń
    2. Dzieki - zaopatrze sie przy najblizszej okazji.

      Usuń
  10. zioła najstarszym sposobem na dobro ;))

    Dodaje do obserwowanych

    OdpowiedzUsuń
  11. ja mam piolun na podworku;) jwst tez super zewnetrznie na rany. przyspiesza gojenie. sprawdzone :) trzeba naparem pezemywac. mojemu mlodemu na odparzenia na pupie tez pomogl. i chyba sprobuje go pic. chociaz jest przepaskudny..

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak w temacie piolunu to ja od jutra zaczynam kuracje parafarmem ( http://www.sanavita.com.pl/oczyszczanie-organizmu/6-para-farm-85ml.html) ...tez ma piolun jako glowny skladnik :)

    Ehh, po 3 miesiacach wzglednego spokoju z wypadaniem u mnie znow po staremu ( czyli setkami) i nawrot LZS takze :(

    Tak wiec chwilowo wrocilam tez do androcuru... mam taki okres, ze zalezy mi nie tyle na wlosach co na cerze dosc mocno ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie zaparzyłam sobie kubek piołunu na spróbowanie i.... jestem pod wrażeniem. Czegoś tak ohydnie gorzkiego jeszcze w życiu nie piłam O_o

    Ale nic to - co nas nie zabije, to nas odrobaczy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na robale taka mieszanke pije z dzieckiem piołun,kora kruszyny,wrotycz
    kiedy robale są sparaliżowane należy je wydalić i tak działa kruszyna. Gotuje wywar, przecedzam i do słoika do lodówy, pijemy kieliszek na czczo i drugi przed spaniem
    idzie sie przyzwyczaić

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) To dla mnie bardzo ważne, że dzielicie się ze mną swoimi opiniami.
Anonimki bardzo proszę, podpisujcie się, bo później was mylę:)