środa, 12 lutego 2014

Czas

Wczoraj się zorientowałam, że ostatni post napisałam miesiąc temu. Naprawdę nie wiem kiedy ten czas przeleciał? Czas z mocno napiętym grafikiem. Podziwiam blogerki które potrafią pogodzić prace zawodową, z życiem rodzinnym i jeszcze mieć czas na codzienne dodawanie postów. Ba! I to nie byle jakich, ale dopracowanych, pełnych ładnie wykonanych i obrobionych zdjęć. Szacun.  Ale ja się nie uważam za blogerkę, więc rozumiem, że mi wszystkie grzechy są wybaczone;)

A co u Ciebie, a co u mnie? 
No u mnie od jakiegoś miesiąca mocne pogorszenie. Stan fatalny wręcz. W pierwszych dniach się załamałam. Raz na jakiś czas niestety zdarza mi się. Wtedy zawsze gorączkowo szukam magicznego leku, wspaniałego lekarza itd. Tym razem po kilku dniach paniki uznałam, że to do niczego dobrego mnie nie doprowadzi, a że jak wspomniałam, czasu zero, więc uznałam, że będę udawała, że problem nie istnieje. Trochę to trudne, nie da się ukryć, tym bardziej, że w takim tempie linienia to efekt spustoszenie jest widoczny z dnia na dzień, ale właśnie brak czasu mi skutecznie w tym pomagał. Proste. Mniej czasu na myślenie. Minus taki, że też mniej czasu na odpoczynek, porządne jedzenie. Wiemy jak to wygląda;) Ale o dziwo udało mi mocno wyeliminować z diety gluten i cukier. Nabiał wyrzuciłam już jakiś czas temu i na szczęście mnie nie ciągnie. Tydzień temu jakiś czort zaczął mi złe rzeczy szeptać na ucho i w efekcie końcowym na stole wylądowała pizza, chipsy, piwo itd. Jedząc te wszystko raz na jakiś czas, ok, ale takim rzutem na taśmę  po prawie miesięcznej abstynencji, można się spodziewać nieciekawego efektu. Kto ma ŁZS wie już o czym mówię. A naprawdę był spokój przynajmniej w tym temacie. Dieta ważna rzecz:) Kochajcie zielone i nie jedzcie pizzy pepperoni codziennie;)

Dla kłaków chciałam kupić Spectral (polecam post Anity). Kosztuje dużo monet, ale ma też dużo pozytywnych opinii. Nie mogłam się zdecydować który wybrać (Spectral ma kilka produktów o różnym składzie), nie miałam czasu szukać i czytać. Pewnie wystarczyłoby pół godzinny. Nie znalazłam nawet tyle, wiec będąc w SF złapałam do koszyka coś co kiedyś bardzo mi pomogło, ale co niestety również mocno uszczupla budżet: Ducrey Neoptide. Czy pomoże? Oby. Ostatnio zadziałał po 1,5 miesiąca. Polewam głowę już 3 tygodnie. Na razie efektu zero. Ale tak myślę, że jak nie pomoże to wrócę jednak do Loxonu.

O pogorszenie podejrzewam jedną rzecz, aczkolwiek nie wiem czy słusznie. Do stycznia piłam wierzbownicę. Przestałam, bo uznałam, że właściwie w sumie skoro nie pomaga, to po co mam ją w siebie wlewać. No ale jednak różnica 70 włosów dziennie a 200 jest znaczna, więc wniosek z tego, że jednak COŚ robiła.
W momencie kiedy zaczęły mi włosy lecieć ostawiłam ampułki Seboradinu. Skoro włosy mimo ich stosowania lecą... Niestety piękne maluchy które dzięki nim wyhodowałam poszły w odpływ. Życie.

I tak na zakończenie...
Można zapomnieć o problemie. Przynajmniej częściowo. Jak ma się inne rzeczy na głowie, które też są ważne, to jakoś to wszystko się trochę rozkłada. Ale tak naprawdę to nie chodzi o to, żeby udawać, że problem nie istnieje, tylko nie myśleć o nim 24h. Nie jest to łatwe, zwłaszcza w czasie kryzysu. Znalezienie sobie czegoś co trochę odciąży nasz umysł od ciągłego myślenia, jest dobre. Odkryłam niedawno. Polecam:) Oczywiście wypadania włosów nie zatrzyma, ale jest spokojniej:)

31 komentarzy:

  1. Ja mam nową teorię nt. mojego wypadania. Bo może skoro przez cały czas mam lodowate stopy i dłonie to i do cebulek krew nie dopływa? A przecież działanie wcierek opiera się na wzmacnianiu ukrwienia włosów, to może to to.

    Wcieram teraz dzielnie ten Seboradin. I myję ich szamponem i nawilżam balsamem. Skóra bardzo zadowolona, na efekty w postaci babyhair {mam nadzieję} jeszcze zbyt wcześnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy wcierkach masuj skórę, to poprawia krążenie i wchłanianie wcierek. Ja kiedyś wcierałam rzepę i nic nie czułam, a miało piec. Dopiero jak wymasowałam głową to zaczęło palić;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. chcialam tylko napisac, ze mi pomaga palma saw. Probowalas moze? Wlosow leci zdecydowanie mniej.. trzymam kciuki, ze w koncu znajdziesz swoje antidotum.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie brałam jeszcze. Chciałam zacząć od wierzbownicy, bo jest słabszym blokerem, ale przy okazji podobno skuteczna przy łojotoku.

      Usuń
    2. Wierzbownice tez lykalam
      Chcialam do niej wrocic po roku ale okazalo sie, ze mam tylko palme wiec lykam palme. Dodatko pol godziny przed myciem staram sie smarowac olejkiem sesa ale okrutnie smierdzi...moczem... ciezko ale daje rade. Po myciu stosuje wyciag z lisci brzozy z weledy. To chyba jest do picia ale ja tam smaruje skalp i ogranicza pryetluszczanie. Nie pamietam jak wietzbownica wplywalam na sebum. Chyba u mnie nijak. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. To wierzbownica Mastiffku. Na bank. Mialam to samo po odstawieniu. To była jakas masakra. Zbadalam jeszcze raz hormony i zbilam androgeny lekami. Nie jest idealnie... ale lepsze to, niz toniecie we własnych kłakach :/


    cmoki
    J ( tak to ja :*)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie próbowałaś wrócić do wierzbownicy?

      Usuń
    2. Nie probowałam. Po doświadczeniach z kozieradką i wierzbownicą, boje sie cokolwiek robić na własną rękę. Trzeba mieć mega wiedze w tym temacie, zeby nie zrobić sobie krzywdy.
      Nic naturalnego na mnie dobrze nie wpłyneło. Nawet ta nieszczesna rzepa. Za kazdym razem jak nakładałam, spłukiwałam z głowy wodospad włosow. Smuci mnie to bardzo. Chciałabym umieć jeść i żyć tak, zeby nie robić sobie krzywdy.
      A tak to, o... Jest jak jest

      J

      Usuń
    3. Ale poczekaj: stosowałaś wierzbownicę, odstawiłaś, włosy poleciały? Dobrze zrozumiałam?

      Usuń
    4. Tak właśnie tak. Dokładnie tak było. Odstawiłam na moment, bo zwyczajnie w świecie nie mogłam ogarnąć sie czasowo z przygotowywaniem naparow. I na pczatku pilam raz dziennie potem kilka razy zapomnialam, zagoniona codziennymi obowiazkami. I w pewnym momencie zorientowałam sie, ze setka to minimum zgubionych codziennie wlosow. Teraz nie mam zamiaru nic popijac, no chyba, ze pokrzywe ale to jeszcze nie teraz. Nie wiem, moze zle mowie, nie mam racji. Ale boje sie i juz.

      Jak kidys bede madrzejsza to bede sama sie leczyc ;)

      J

      Usuń
  5. A brałas może biotynę? Mam zamiar sobie dokupić do kompletu moich suplementów wspomagających tarczycę (D3, omegi, Falvit, selen).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samej biotyny nie brałam, tylko jako składnik witamin, ale to wiadomo, że w takim wydaniu jest jej mniej niż jakby brać osobno. Zastanawiałam się kiedyś nad nią, w końcu skoro nawet myszom po niej włoski rosną...;)

      Usuń
    2. Ja zaczęłam ją brać. Zobaczę czy pomoże.

      Usuń
  6. mnie też ostatnio ciągle do czipsów, czekolady i piwa... a ŁZS tego bardzo nie lubi, oj bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, współczuję Ci z tym i życzę powodzenia w walce!

    PS. Ja też pisze teraz posty średnio raz na miesiąc.. no dramat po prostu! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ciężką walkę toczysz mastiff
    ja zażywam biotynę już 6 miesiąc jestem zadowolona biorę w formie biotebal większa dawkę, już kiedyś wspominałam o małych kotkach na wpół wyleniałych kobieta dawała im biotynę w proszku podziałało
    na razie mam spokój z wypadaniem ale zbliża się kwiecien coś czuję że jak zwykle sie zacznie
    maurice

    OdpowiedzUsuń
  9. Możliwe, że wierzbownica. Mnie strasznie namieszała w hormonach, negatywnego wpływu na włosy nie pamiętam, ale niestety na cykl miesiączkowy i skórę tak - po odstawieniu jakieś dziwne rzeczy się działy, długo organizm nie mógł wrócić do równowagi. Niby tylko ziółko, a trzeba uważać.

    OdpowiedzUsuń
  10. ja probuje wszelkich sposobow zeby wlosiska nie tylko przestaly wypadac, ale zeby sie nowe pojawily. Witaminy, dieta, wcierki, oleje, aloes, drozdze, len, pokrzywa, skrzyp... Wypadac w sumie przestaly , kiedys lecialo mi kolo setki lub wiecej , teraz moze polowe mniej. Mam wiecej baby hair, ale sa baaardzo slabe, cienkie , delikatne i duzo z nich wypada nie dorastajac nawet do 3 cm :/// Ech marny nasz los :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorsze właśnie co może być to jak wypadają bejbiki...jak mają mi odrosnąć te włosy (jak zapewniali lekarze) skoro wszystko co odrasta to zaraz wypada:/ to chyba najsmutniejszy widok:(

      Usuń
  11. Kosmostolog poleciła mi kiedyś Poldanen na androgenowe. Biorę konsekwentnie już 3-mc i jest nieźle. Nie wiem, czy to tylko on, ale myślę, że między innymi tak.
    Trzymam kciuki żeby było lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być, bo to śliwa. A śliwa to też bloker. Justynce która czasami tutaj zagląda endokrynolog też ją polecił.

      Usuń
  12. Znam Twój ból , naprawdę... od 5 miesięcy wypada mi po 300 włosów dziennie przy myciu po 500... mam na glowie przerzedzenia i prześwity. Co do diagnozy dermatolodzy nie sa zgodni cos na pograniczu lysienia telogenowego i androgenowego... hormony mam straszliwie podwyższone. biore revalid biotyne w glowe wcieram to i owo i nie ma poprawy.... to koszamr jakis czuje sie jakbym stracila kobiecosc i wstydze wychodzic z domu... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bierzesz żadnych tabsów na uregulowanie tych hormonów?

      Usuń
    2. Jeszcze nie. Sytuacja jest tak zła że podejrzewają u mnie guza przyssadki bo nadnercza mam powiększone. I czekam na kolejke w szpitalu gdzie będą mnie diagnozować. Do tej pory strace wszystkie włosy : ( Mam tyle hormonów podwyższonych że niewiadomo od czego zacząć , i tarczyca i prolaktyna 4 razy ponad norme. Moje DHEA przy normie 9 wynosi 79. A włosy lecą garściami z głowy : (

      Usuń
    3. Faktycznie wygląda to poważnie:( A wiesz już jak z terminami? Współczuje bardzo, bo to włosy to jedno, ale też na pewno ma to wpływ na cały Twój organizm. Trzymam kciuki, żeby szybko Cię przyjęli i zaczęli diagnozować.

      Usuń
  13. Neoptide - jest to jedyna wcierka, która przy łysieniu androgenowym zdziałała cuda na mojej głowie :) pewnie kiedyś jeszcze do niej wrócę, fakt, jest droga, ja zawsze zamawiałam ją w aptece Melissa (Łódź), znaczna różnica cenowa, kocham też Jantar i Provit, obecnie Loxon 5%, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz wróciłam właśnie do Neoptide i liczę, że znów pomoże. Na razie jednak stosuję niecały miesiąc, więc jest to za krótko. Fajnie, że komuś też pomogła, nawet przy łysieniu androgenowym:) :*

      Usuń
  14. Wiem dobrze o czym piszesz....dwa dni temu całą noc rozmyślałam co zrobić, co wcierać, gdzie pójść itd. Efekt: w pracy wszyscy pytali czy nie jestem chora, bo nawet mocny makijaż nie ukrył, tego, że jakiś problem jest...
    Dziś telefon od przyjaciółki-ma problem. W cukierni zakupuję co trzeba i jadę ratować złamane serce, marzenia itd.
    Choć przez chwile nie myślę o włosach...

    Mena Emem trzymam kciuki by to nie było to o czym piszesz. Nie wstydź się, bo nie ma czego. Moja babcia mawiała, że wstyd to kraść... głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) To dla mnie bardzo ważne, że dzielicie się ze mną swoimi opiniami.
Anonimki bardzo proszę, podpisujcie się, bo później was mylę:)