poniedziałek, 5 października 2015

3 lata minęły

Upały się skończyły, przyszła jesień. Nie wiem jak Wy, ale ja w końcu odetchnęłam. Mocno mi dały w kość te wysokie temperatury.  Chociaż trzeba przyznać, że ochłodziło się baaaardzo szybko. O ile w ciągu dnia mamy fajną temperaturę, tak rano…oj.  Ostatnio w czapce szłam do pracy.
Co się wydarzyło przez ostatni miesiąc? Po pierwsze i najważniejsze, moja bazgranina skończyła 3 lataJ. Miałam marzenie zakładając blog, że przyjdzie taki dzień, że zamknę ten kram. Na razie się na to niestety nie zanosi. A dlaczego? Bo u mnie zupełnie bez zmian, a nawet gorzejL
Moja aktualna kuracja to:
…..
…..
oraz
…..
czyli nie za wiele. Pomysłów na siebie nie mam, za bardzo funduszy również, żeby szaleć bez większego planu, więc uznałam, że poczekam aż sytuacja się rozwinie.   A przynajmniej tak myślałam jeszcze 2 tygodnie temu…kiedy zaczęłam pisać ten post (tak wiem, opornie mi to wszystko idzie). Teraz już wiem, że muszę działać, bo jest coraz gorzej.

Ale od początku.

W sierpniu brałam Solgar, ale po jednym opakowaniu zaprzestałam stosowania. Planuję jednak zrobić kiedyś taką kurację jak miałam pół roku temu. Przerwałam teraz tak szybko w sumie mało poważnego powodu, ale jednak:  Solgar =mocz i pot w radioaktywnym żółto-zielonym kolorze. O ile mocz to nie problem, tak w te upały…sami się domyślacie. Większość moich ciuchów musiałam odplamiać, a nie było to łatwe! Wkurzyłam się trochę i odstawiłam go. Zamiast tego kupiłam żelazo. A co! Pomyślałam, że sama na sobie poeksperymentuje skoro ferrytynę mam tak niską. Oczywiście wszystko pod kontrolą. Mam tylko problem jak i kiedy je przyjmować, bo wg tego co pisze w ulotce, a tego co jem i pije, to nie mam wolnego etatu na te drażetki. Dlatego ciężko nazwać to w ogóle suplementacją żelaza.

Jakiś czas temu trafiła mi się w jednym z marketów możliwość zobaczenia swojej skóry głowy i włosów w powiększeniu. Dosyć zabawna sytuacja, oglądać swoje włosów w otoczeniu pomidorów i kiełbasy, a do tego to co usłyszałam mam  wątpliwości, czy osoba która przeprowadzała badanie, jednak się na tym znała. Całość wydarzenia była pod wezwaniem jednej z firm drogeryjnych kosmetyków do pielęgnacji włosów. Czekałam aż usłyszę, że moje włosy to wysuszona miotła (bo tak wyglądają). Zamiast tego usłyszałam, że moje włosy są ładne i zadbane, wręcz podręcznikowe i byłam tego dnia pierwszą osobą z takimi włosami. Zrobiłam wytrzeszcz, bo to już było mocne popołudnie. No miłe to było, nie ukrywam, ale uważam, że mocno przesadzone. A dlaczego mam ogólnie wątpliwości co do samego badania: bo podobno wg tego badania na moich włosach widać w niektórych miejscach uszkodzenia mechaniczne, najprawdopodobniej od suszarki albo prostownicy…no i tutaj mały zonk, bo ja takiego ciężkiego sprzętu nie używam. No, ale jeszcze ok, mogłam je uszkodzić w inny sposób, prostownica się pewnie nasuwa sama. Natomiast dowiedziałam się, że widać na moje skórze pozostałości po piankach i lakierach. Tutaj prawie padłam. Co prawda pani nazwała te pozostałości jakoś inaczej (niestety nazwy nie pamiętam), a że nie wiedziałam co dokładnie ma na myśli poprosiłam, żeby mi przełożyła na mój język i przedstawiła konkretne przykłady. Zdziwiła się, że nie stosuję żadnych pianek, lakierów, ani innych utrwalaczy. Hmmmm no to ciekawe czego mam tam pozostałości, skoro ja niczego nie stosuję poza odżywką na końcówki, żeby tą miotłę rozczesać :D  Kolejną sprawą która mnie zaskoczyła, było moje podrażnienie skóry który się ujawniło w powiększeniu. Tutaj akurat mogę się z tym zgodzić, bo faktycznie wtedy kiedy robiłam to badanie czułam pewien dyskomfort, natomiast to co zobaczyłam na ekranie monitora dla mnie wyglądało jako ukrwienie skóry. Nie jestem w tym temacie specem, musiałby się najlepiej trycholog wypowiedzieć, ale pamiętam moją wizytę sprzed kilku lat właśnie u trychologa i powiedział mi, że tył głowy mam ukrwiony, natomiast na przodzie tego ukrwienia nie widać wcale. Teraz kobietka mi powiedziała, że skóra powinna być biała. Jak być powinno? Kolejna  sprawa: włosy mam ponoć grube. Ha ha ha. Włosy mam cienkie, zawsze miałam. Mało tego.  Patrzyłam w ten magiczny sprzęt który pokazywał zakresy i było „normalne” a nawet bardziej w stronę” cienkie”.   I na koniec wisienka na torcie.  Mam ilość włosów w normie.  To już się zastanawiałam czy sobie ze mnie jaj nie robi. Pomierzyła i wyszedł jej zakres 109-120 włosów na cm2 (ta mniejsza wartość z przodu). Normą jest 140, wg jej aparatury. Nie omieszkałam, sprawdziłam, normą jest 300 włosów na cm2.  

Żeby jeszcze było ciekawiej, we Wrocławiu latem „zaparkowało” Centrum stworzone dla zdrowia. Wiem, ze jest to impreza objazdowa, ale nie wiem czy w tym samym czasie jest też w innych miastach czy co roku lądują gdzie indziej. Z koleżanką załapałyśmy się na ostatni dzień badań. Uznałyśmy, że jako Panie w średnim wieku powinnyśmy się czegoś o swoim zdrowiu dowiedzieć;) Wpuścili nas do kapsuły która dokonywała pomiarów (podobno w niektórych fitness klubach są podobne), trochę z nami pogadali o wynikach a całość dokładnego pomiaru można było sobie ściągnąć z  netu. Sprzęt podobno bardzo nowoczesny, ale niestety ja i koleżanka zostałyśmy znacząco skrócone i pogrubione.  Globalnie to mało istotne, ale wypaczało inne wyniki. Podsumowując: jestem okazem zdrowia, wszystko jest super, ale do magicznej granicy   kiedy powinnam się zacząć o siebie martwić dzieli mnie  1pkt;) Czyli niewiele. No i wg rozpiski powinnam nabrać masy mięśniowej i schudnąćJ Tylko teraz nie wiem ile to tego mojego nierealnego wzrostu… Samo przedsięwzięcie uważam, za całkiem fajne, mimo tych małych błędów jednak daje to jakiś obraz człowieka.

Z inszych ciekawostek: niedawno był tydzień ruchu we Wrocławiu. Nie wiedziałyście? Nie przejmujcie się. Fitness kluby które w tym brały udział też o tym nie wiedziały i globalnie chyba nikt o tym nie wiedział oprócz mojej qmpeli;) Cały bajer polegał na tym, że zapisujesz się na zajęcia w danym klubie i przez cały tydzień możesz śmigać i testować, tu czy tam. Dla kogoś kto chce sprawdzić jak wyglądają zajęcia w różnych klubach, fajna sprawa. Na pierwsze zajęcia wybrałyśmy „zdrowy kręgosłup”. Scena jak z komedii, niestety nie tylko zabawne, ale i zatrważające. Na zajęciach były też osoby starsze, dużo starsze od nas i bez problemu wykonywały ćwiczenia z którymi my sobie nie radziłyśmy. Nawet przez moment zastanawiałam się czy nie powinnam poważnie rozważyć chodzenia na fitness, ale są „tematy” które to uniemożliwiają. Za to zaczęłam biegać. Na razie to tylko wstęp z większymi i mniejszymi przerwami, ale mogę już dogonić autobus. Dzisiaj dogoniłam nawet dwa na jednej trasie i nie trzeba było mnie reanimować, co zazwyczaj miało miejsce. Jest dobrze. Może idzie ku lepszemu. Tylko te słodycze, nadal są moja największa zmora.

A teraz wracając do tematu z początku wpisu. Leci mi bardzo dużo włosów. Teraz mam taki stan, że chyba od początku mojej „przygody” takiego nie było. Wystarczy, że ruszę głową i coś poleci. Ponieważ jednak już z tym wszystkim trochę żyję, więc staram się nie panikować. Może to chwilowe? Niestety dokucza mi przy tym dosyć mocno skóra. Tutaj się rozpisywać nie będę, bo ciężko mi nawet opisać jak mocno świruje. I nie sądzę, żeby ŁZS miało z tym jakikolwiek związek. Zgadałam się na ten temat z mamą i tak w sumie to chyba jej reakcja sprawiła, że postanowiłam, że nie będę więcej czekać na to co się jeszcze może wydarzyć. Zaczęłam od tematu cktórego do tej pory ani razu nie tknęłam, bo uznałam, że to akurat na pewno mnie nie dotyczy, otóż badanie poziomu witaminy D. Jak ktoś tu ze mną jest dłużej, to wie, że nawet kiedyś popełniłam zbrodnię i napisałam na tymże blogu poemat o witaminie D i tym, że samo słonko wystarczy, żebyśmy byli w nią bogaci. Otóż chyba nie, bo mój wynik badania (25-OH) total to 12 ng/ml przy zakresie 30-80. Chociaż musze się przyznać, że do amatorów słonecznych kąpiel nie należę i raczej bez filtra na słońce nie wychodzę. Natomiast kiedy pisałam wyżej wspomniany poemat to testowałam przechadzanie się bez filtrów w godzinach popołudniowych i wtedy nie widziałam, żadnej różnicy na włosach. Nie oszukujmy się jednak, ciężko cokolwiek oceniać, nie robiąc żadnych badań. W sumie jestem chyba po raz pierwszy tak zaskoczona wynikiem jakiegoś badania. Naprawdę nie przypuszczałam, że mogę tak nisko poniżej kreski zjechać. To ciekawe jaki wynik bym miała za miesiąc? No i teraz jak już to wiem, zastanawiam się co z tym fantem dalej zrobić. Czy samemu się suplementować czy gdzieś się z tym udać? Chyba zostanę przy pierwszej opcji, ale jeśli macie jakieś doświadczenia w tym temacie to piszcie mi. W następnej kolejności myślałam, żeby polecieć z całą tarczycą i badaniami pod kątem insulinooporności. Na koniec hormony.


No i tyle:) Miłego:) Niestety dopóki nie zrobię sobie internetu pewnie nadal będę pojawiać się z taką zabójczą częstotliwością. Postaram się na maile w tym tygodniu odpisać:)

23 komentarze:

  1. Też miałam okazję obejrzeć sobie skórę głowy pod mikroskopem - to chyba ta sama firma robiła zmasowany atak na nasze skalpy. I też miałam wrażenie, że osoba przeprowadzająca badanie nie do końca jest w temacie. Niemniej kilka uwag dało mi do myślenia.
    O wit. D moja mama trąbi. Na razie bezskutecznie.
    Moja kondycja jest bardzo słaba. Do najbliższego basenu mam tylko 2 przystanki tramwajowe a jeszcze tam nie dotarłam. Bieganie przemilczę.
    Mastiff, moim zdaniem Twoje włosy nie są cienkie. Mam na myśli pojedynczy włos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włosy mam cienkie i nie jest to mój wymysł. Jasne, nie jest to puch, ale do grubych im bardzo daleko. Zresztą, byle zakrywały prześwity a jakie już są to mi w sumie ryba.

      Wiesz, że najgorzej jak coś mamy pod nosem;) Wiem coś o tym. Ja mam koło siebie super tereny do bieganie, a zbierałam się i zbierałam się. Niestety nie jest jeszcze tak, że dobrze mi się biega. Jestem na razie na początku tej drogi i mnie to póki co bardziej męczy niż cieszy, więc muszę się zmuszać, żeby wyjść z domu. Do tego potrzebuję bardzo długiej rozgrzewki, długiego marszu i to wszystko zamyka się w jakimś strasznym czasie. Jak wracam do domu to zostaje mi tylko tyle, żeby zrobić obiad do pracy i iść spać. A może jestem po prostu nie zorganizowana:/

      Usuń
  2. mi sie marzy takie badanie pod mikroskopem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Sadzac po tym ze niektorzy prowadzacy zajecia na uczelniach medycznych nazywaja witamine D wrecz hormonem, ktory nalezy podawac doustnie, ja przykladam do niej duza wage i jesienia/zima suplementuje ja. Poniewaz jestem przeciwniczka suplementow (w przeciwienstwie do lekow bez recepty i w ogole lekow) chodze do lekarza po recepte na Vigantoletten i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, ze lekarze go przepisują, ale to internista Ci przepisuje tak o? Pytam, bo mnie interniści strasznie zlewają. Widzisz poprawę po suplementacji? Jeśli chodzi o suple, to tak, trzeba uważać co się łyka.

      Usuń
    2. Tak o :) Przychodze najczesciej z czym innym i prosze o dodatkowa recepte. Zero problemu :)

      Usuń
  4. Witaj, mogę Ci pomóc jeśli chodzi o witaminę D3 i żelazo (ferrytyna). Witaminę masz bardzo niską, ja również taką miałam. Jestem konsultowana przez bardzo dobrych lekarzy w Warszawie w szpitalu MSWiA. Co do witaminy D3 wszyscy tam są zgodni, mamy koszmarne niedobory które suplementować trzeba koniecznie i to nie tylko ze wzgędu na włosy. Przy takim wyniku jak Twój (miałam 9) zalecono mi 4000 jednostek witaminy d3 dziennie. Preparat który przyjmuję to vitrum D3 forte. W jednej kapsułce jest 1000 jednostek, ja biorę 2 razy dziennie po dwie.
    Możesz spokojnie taką dawkę (mamy październik) zacząć łykać i po 3 miesiącach zbadaj ją sobie ponownie i zobacz różnicę. Ja łykałam w okresie letnim i nadal mam niedobór.
    Jeśli masz małą ferrytynę to żelazo jak najbardziej, ja mam ten sam problem. U mnie żelazo podskoczyło wtedy jak zaczełam je łykac rano na czczo, lepiej się wchłania, niestety mnie jest trochę niedobrze do południa. Żelazo które najlepiej mi podpasowało to tardyferon, niestety jest on na receptę.
    Jeśli chcesz pogadać o innych rzeczach napisz gosiablo@gazeta.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć, zaglądałam na Twojego bloga bo sama miałam ogromny problem z włosami (sesja, mgr, choroby, stres). W skrócie jeszcze 2-2,5 mies temu miałam spore prześwity na skroniach i na czubku głowy. Głowa swędziała niemmiłosiernie, włosy leciały..Wzięłam się za badania, wyszedł spory niedobór witaminy D, hormony niby w normie. Miałam z tym pójść do trychologa, ale jakoś wątpiłam w to, że ktoś, kto zrobił kurs o włosach w pare tyg, stał się nagle ekspertem ( i wie dlaczego łysieję). Więc nie poszłam, zamiast tego zaczęłam zdrowo, regularnie jeść, piłam całe morze melisy, mięty, odstawiłam kawę. Pomimo prześwitów wychodziłam do ludzi, żeby się zrelaksować, zapomnieć na chwilę o problemie.Wiadomo, wstyd był, ale nie dajmy się zwariować. A i przy okazji piłam dużo piw regionalnych, są bogate w witaminy i minerały. Kupiłam seboradin (3 mies kuracja) i codziennie wcierałam w skórę głowy. Zmieniłam szampon na przeciwłupieżowy, codziennie myłam włosy. Jak pojawiało się jakieś podrażenienie, od razu wcierałam w skórę cerkogel (30). Jest ogromna poprawa, włosy wróciły do normy, boki odrastają, na czubku głowy jest dużo gęściej. Życzę Ci, żeby wszystko wróciło do normy, włoski były w lepszym stanie i żebyś mogła skończyć swoją batalie. Bless :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój wynik ferrytyny to 39,4 (6,9-282,5) Lekarka powiedziała, że norma to norma. Ale włosy lecą i lecą.. tarczyca, przeciwciała w normie. Czy waszym zdaniem powinnam na własną rękę suplementować Fe? I czy taki ChelaFerr dałby radę..?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie będę Ci gratulować 3 rocznicy bloga ale bardzo chętnie bym cię wyściskała za to, że się nie poddajesz , że piszesz do nas i dzielisz się Swoją historią, radami i uwagami.
    Odpowiadasz na nasze pytania.
    Dajesz nam wsparcie.
    Ja dzięki Tobie widzę światełko w tunelu, bo nikt nie zrozumie mojego problemu bardziej niż Ty.

    Moja "genialna" pani doktor obaliła tezę o PCOS. Wyniki hormonów mam dobre ale wszystkie objawy jej pasowały.
    Lekarze!!!!
    Niepotrzebnie brałam tylko hormony.
    Zrobiła dodatkowe badania i poziom żelaza mam niski , chociaż nie wiem jakim cudem bo hemoglobinę mam super.
    Przepisała mi Ferrous Furmarate 2 razy dziennie .
    Mam podobnie jak Ty, bo tez nie wiem gdzie je "ulokować" i stanęło na tym, ze biorę raz dziennie po obiedzie .
    Tą druga tabletkę nie wiem kiedy bo koliduje mi z cynkiem i magnezem.
    Żelazo podobno lepiej się wachania razem z kwasem foliowym.
    Wit d suplementuje już długo, gdzieś od maja/ czerwca Vitrum D3 forte .
    W sprawie włosów nic się nie zmieniło ale odporność mam lepszą. Aż sama zdziwiona jestem, że jeszcze chora nie byłam, to aż nie możliwe .

    W listopadzie jadę do Polski, znów obkupię się w aptece we wszystkie możliwe preparaty na wypadanie , hihi.
    I zrobię badania. Sprawdzę to żelazo , bo jakoś nie ufam mojej lekarce . Może się okazać podobnie jak z hormonami, że wcale nie muszę tego brać .

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też zamierzam się przebadać pod kątem insulinooporności. Od lutego leczę swoją niedoczynną tarczycę, tsh już ładne (2,23), pani doktor wynikiem zachwycona a ja na to:wynik ładny, ale objawy które się pojawiły przez te 3 miesiące nieładne (m. in. wypadające na potęgę włosy przez dobry miesiąc). Endo na to: to już nie od tarczycy, wynik jest piękny. I tak się zastanawiam już powoli nad zmianą lekarza: chyba równie ważne jest jak się czuję, jak reaguję na zmianę dawki a nie sam wynik tsh? To, że pojawiły się objawy (jak zawroty głowy, migreny, bóle mięśni), których wcześniej nie było też jest dziwne. I teraz tak jak Ty szukam przyczyny tych wypadających włosów - najpierw myślałam, że do niedoczynności doszła mi niedokrwistość, ale nie żelazo ładne, tylko morfologia nie za ciekawa (niska hemoglobina). Podejrzewam u siebie insulinooporność - mam ciągle apetyt na słodkie, szybko robię się głodna, nie mogę schudnąć z okolic brzucha. Czy insulinooporność ma wpływ na włosy i na ich wypadanie? Marysia

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz , tak wracając do szamponów mnie na swędzenie skóry głowy pomaga szampon Vichy Dercos przeciwłupieżowy z selenem i kwasem salicylowym.Jest naprawdę świetny , dwa , trzy mycia i po swędzeniu nie ma śladu.A czy próbowałaś może na wypadanie i odrost włosów kuracji Neogenic Vichy?Ma bardzo dobre opinie w internecie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Mastiff,
    Czytuję Twój blog sporadycznie, trafiłam tu w chwili załamania i niestety, wiele moich problemów pokrywa się z Twoimi (przynajmniej tymi opisanymi na blogu).
    Co do Twoich ostatnich przemyśleń z tej notki... Ja zaczęłam od końca, czyli hormonów. Na chłopski rozum, bo skoro m.in. łysienie androgenowe i łzs (u mnie też są), to coś musi być na rzeczy. Wywaliłam oczywiście kupę pieniędzy na badania, potem na endokrynologa, po czym okazało się, że albo Hashimoto, albo pcos. Co dalej, to juz swoją drogą, nie mam zamiaru tu biadolić, bo nie po to przełamałam swoją niechęć do pisania komentarzy.

    Szukając informacji o swoich objawach (oczywiście przemknęło mi przez myśl, że to może być Hashimoto) trafiłam na to: http://eminabella.blogspot.com/2015/09/niedoczynnosc-tarczycy-hashimoto-czy.html?m=1 . Poruszyłam wczoraj temat diety przy okazji wizyty u lekarza, prosił żeby na razie nic nie zmieniać i wtedy zobaczymy, co dają leki. No i niby ok, tylko że ja juz w to zainwestowałam dużo, a ma być jeszcze więcej, bo kolejne badania.



    W związku z tym odważyłam się napisać do Ciebie o tym, co udało mi się swego czasu wyszperać - może warto spróbować?

    Skoro nie chcesz już więcej wydawać na badania, to może to jakiś pomysł? Prawdopodobnie dieta nie jest tania, bo diety zwykle nie są tanie, ale może jednak będzie się to bardziej opłacało. Proponuję przemyśleć sprawę;). Ja idę w to za 8 tygodni, żeby jednak zastosować się najpierw do prośby lekarza, a porę dopiero po rozmowie z nim spróbować tego AIP.



    A co do komentarza wyżej... Osobiście nie wierzę w żadne cudowne kosmetyki typu vichy neogenic, więc nie mam zamiaru Ci nic takiego wciskać. Na mnie nic takiego długofalowo nie działa, jako że niestety, ale problem leży głębiej i vichy go nie zaleczy. Ale co ja tam wiem;)



    Pozdrawiam Cię serdecznie!

    meh.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, trafiłam na Twój blog teraz, gdy zdiagnozowano mi ŁZS. I tak się ciesyzłam czytając pierwsze posty, że ocet, że płukanki, że bedzie dobrze. Mi włosy lecą od dawna i doszłam do etapu gdy mam więcej prześwitów niż włosów. Lata chodzenia do ginekologów, endokrynologów i nikt nie wpadł na to, że coś się dzieje.
    Wyniki mi skaczą - wszelkie tarczycowe, ale pozostają w normie więc nikt sie nie przejmuje.
    Żelazo mam w normie.
    Natomiast hm.... co do Twojego żelaza, to te tabletkowe jest slabo przyswajalne, ale moja przyjaciółka, która całe życie walczyła z anemią zaczęłą sprowadzać żelazo płynne z Anglii. Ma rewelacyjne wchłanianie. Jej wyniki się po 2 miesiącach unormowały, bardzo poprawiła skóra, odżyła, zaczęła się lepiej czuć. Pamiętam, że można to zamówić online, poczytać opinie. TO ponoć cud! I po niej ten cud było widać.
    Teraz nie wiem jak stosować się do tych postów o płukankach - kawowej, octowej. Próbować, nie próbować? Te preparaty na porost włosów. Brać, nie brać, witaminy? Dermatologa mam dopiero za tydzień, u endokrynologa badania tarczycowe robiłąm dwa razy w tym USG i oni tam nic nie widzą. Jest NORMA.
    Zabiłaś mi ćwieka tym postem. Liczyłam na to, że znajdę gdzieś informację o tym, że komuś się udało. Ja wciąż wieżę, że odzyskam włosy. Ciężką pracą, wyrzeczeniami, ale odzyskam. Przede wszystkim zawalczę dietą, zawalczę odgrzybianiem organizmu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śledzę bloga już od dawna i odzywałam się kilka razy (tu zielony projektant:) ) Mastiff, jestem Twoją włosową siostrą, chyba już to pisałam.
      Ozywam się po raz kolejny w kwestii diet.
      Impala - od trzech lat odżywiam się "czysto" - prawie wszystko przygotowywane w domu, nic przetworzonego, chleb samodzielnie pieczony na zakwasie itd. Od roku jestem bezglutenowa. Miałam też niewielkie problemy z jelitami, więc od dwóch miesięcy jestem na czymś zbliżonym do diety SCD. Latem jadłam ok 80% surowizny i odstawiłam mleko. Teraz wróciłam do samodzielnie robionych jogurtów. Nie tykam cukru, żadnych słodyczy. Stałam się żywieniową minimalistką. Codziennie piję sok z pokrzyw/pietruszki/innego zielska, wyciskany ręczną wyciskarką. Suplementuję się najlepszej jakości tranem. Owszem mam lepszą skórę i mniejsze sińce pod oczami. Moje jelita są w lepszym stanie. Niestety, właśnie siedzę i drapię się po łepetynie do krwi wręcz, moje włosie ściele się gęsto wokoło, a skórę zaczyna pokrywać mi lepka warstwa łoju. Nie chcę Cię Impala rozczarować ale w moim przypadku dieta w kwestii włosów NIC nie wniosła. Czasem jak mam mega przeczuloną skórę i boleśnie czuję powiew wiatru każdym włosem, to myślę, że bym się podjęła nawet długotrwałego postu, jeżeli miałoby to pomóc. Niestety praktycznie straciłam już nadzieję, bo nie widzę żadnego progresu.

      Usuń
    2. A metody niekonwencjonalne i preparaty sprowadzane z zagranicy? U mnie w zesżłym roku był boom na włosy, dlatego tym bardziej jestem w szoku jak teraz nagle, poleciały w ciągu miesiąca...
      Wcześniej zerio diety, zero kosmetyków specjalnych, farbowanie na blondy, tony lakieru, ast do układania. A włosy odżyły jak szalone i mam podejrzenia, że to zasługa... antydepresanta stymulującego poziom serotoniny.
      A teraz zabiegi reiki, czekam na wizytę u dietetyczki. Wiem, że odpada: cukier, nabiał (jogurty chyba też), biała mąka,skrobia, alkohol, kawa, herbata, drożdze. To najsilniejsze rzeczy.
      Potem będzie zielarka - słyszałam o niej fenomenalne opinie.
      Potem jeszcze specjalne przyrządy różnych "magów".
      Dużo relaksu: masaże, om-healing, sport - siłownia, reiki.
      Jaki związek ma ŁZS z jelitami i worami pod oczami? Pytam, bo.. jestem ultralaikiem. U mnie tylko włosy lecą i było bagienko na głowie, świecąca skóra, ale to już widzę sam szampon załagadza.
      Wierzę też w przeróżne teorie o naszym sposobie myślenia, postrzegania świata, projektowania przyszłości.
      Poddać się nie zamierzam:)
      Nie trać nadziei. Będę szukała. Jesli na coś wpadnę, pomogę Ci. Tylko nie trać nadziei.

      Usuń
    3. Cienie pod oczami mogą być związane z anemią, a zielonkowe soki wydatnie poprawiają poziom erytrocytów :) Z kolei jeżeli coś dzieje się z jelitami (wzdęcia, przelewanie, gazy, zaparcia, biegunki etc.), to przyswajanie składników z jedzenia musi być gorsze.
      Zgadzam się z Tobą co do antydepresanta! Zaliczyłam go oraz nieszczęsne Diane 35 i jestem prawie pewna, że od tego zaczął się problem, choć na początku go bagatelizowałam. Minęło już 8 lat, więc ciężko mi odnaleźć początek.
      Jeżeli chodzi o inne terapie, to ziół używałam przez 1,5 roku. Najpierw na własną rękę (mam jako takie rozeznanie), potem z zielarzem. Ogólnie zioła polecam, choć na włosy nie pomogły, to wyregulowały cykl menstruacyjny.
      Trzymam kciuki za Twoją terapię u zielarki, bo zioła to potężna broń i naprawdę mogą pomóc.
      Ciekawi mnie reiki - daj znać jak się sprawdza :)
      Próbuję jeszcze szukać czegoś innego, bo nie jest to tylko problem estetyczny...
      Zastanawiam się nad akupunkturą, może coś wschodniego zadziała:)
      Też będę szukać. Pozdrawiam

      Usuń
    4. Przechodzę przez wachlarz diagnoz. Najpierw było, że ŁZS. Drugi lekarz mówi, że nie (swędząca, boląca czasem skóra, wypadające włosy z białymi kuleczkami, świecąca skóra głowy), że jego zdaniem to bardziej idzie w androgeniczne, że taka genetyka, że to że rok temu miałam bujne to efekt uboczny antydepresantów (życzę wszystkim samych takich efektów obocznych zażywania leków!!!). i że nie będzie lepiej. Że po co katować się dietą, że to nic nie da. No ciekawe, do mnie to nie przemawia. Wypisał wcierkę i witaminy: Alpicort E oraz Inneov gęstośc włosów. Wiem, że Alpicort to steryd ale.. tonący brzytwy...

      Usuń
  12. Witam :) Pisze tak na biegu, w autobusie, wiec moge pisac malo skladnie, ale to chyba nie wazne :)
    Dziewczyny z Warszawy i okolic w Hair Medica przy ul. Swietokrzyskiej do konca grudnia mozna zapisac sie gratis do trychologa. Ja bylam tam w tygodniu i bylam w miare zadowolona. Obejrzalam sobie swoja lepetyne w powiekszeniu i nest duzo lepiej jak bylo.... Kazdy mi to mowie ale ja taka pesymistka jestem jesli chodzi o wlosy...
    Jestem pod stala opieka endokrynologa, wszystkie badania sa w porzadku. Mam insulinoopornosc. Od czerwca wcieram Alpicort e i kamiwaze i na prawse sa efekty. Uzywalam jakis czas loxonu 2i 5, ale mi nic nie dal. Od trychologa dostalam peeling i kolejna wcierke( tamtycb uzywam co drugi dzien na noc a ta na dzien) i dermo roller 0,5 mm ktorym masuje skalp co drugi dzien. A i tak od siebie przrd myciem wcieram ukrainski balsam z enzymem z pijawek. To by bylo na tyle, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja postanowiłam zadziałać od innej strony: dieta, ale wcale nie przeciwgrzybicza, dietetyczka (jest szanowana, poważana, robi cuda z wynikami i chorobami niektórych ludzi wyciągając ich z dna) powiedziałą że dieta przeciwgrzybicza to nieporozumienie, nawet jeśli mam ŁZS. Wykluczamy nabiał, cukier, mięso i wszystko co przetworzone. Zostaja same naturalne produkty. Alpicort E w akcji cały czas i dołączyłam jednak antyde[resanty, bo to wszystko jest mega przytłaczające. Jestem pewn, że w takim połączeniu za pół roku napiszę tu, że moje włosy znów są gęste:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam , od paru lat zmagam sie z LZS pani dermatolog przypisała maść pimafucort i emulsję squamax , są lepsze dni i gorsze , ale to jest nic w porównaniu z tym co przeżywam teraz otóż we wrześniu cos mnie podkusiło aby wybrać sie do pani Trycholog z leborka i pani przypisała mi elocom płyn do wcierania raz dziennie na skalp szampon pirolam i emolium do łykania sufrin . Po trzech tygodniach zakończyłam kuracje i przypisała mi aplicort e i inny szampon niestety nie zdarzyłaby tego użyć ponieważ skutki uboczne po odstawienie elocomu są tragiczne juz po trzech dniach dostałam potężnej wysypki na twarzy oraz wzmogło mi wypadanie włosów ale pani wielka Trycholog nie widziała problemu i zrobiła mi mezoterapia po której włosy zaczęły mi lecieć juz masakrycznie , zapisała mnie na trzy zabiegi tzw ozonowania i dalej nic nie pomagało . Teraz mam juz 1/3 włosów na głowie mnie dzięki braku kompetencji tej pani !! Przypisując leki na receptę nie mając do tego praw ! Moja pani dermatolog do której sie udałam miesiąc temu złapała sie za głowę jak usłyszała ze ta pani przypisała mi tak silny steryd jakim jest elocom !!! I to ze włosy tak strasznie mi wypadły i wypadają to efekt z odbicia po stosowaniu tego czegoś !! Trądzik posterydowy tez był efektem po elocimie ! Dermatolog stwierdziła nic innego tylko łysienie telogenowe !! Jestem załamana nie radzę juz sobie z tym !! A jeszcze pół roku temu miałam piękne włosy !! Pani dermatolog przypisała mi loxon 5 % ale go nie stonuje po przeczytaniu ze mało komu pomaga a po odstawieniu go wlody znowu zaczynaja lecieć . Niech mi ktoś Pomorze co mam wcierać jakich szamponów używasz żeby mi przeszło 😰😰

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze poczekaj aż się wszystko trochę uspokoi. Sama napisałaś, że miesiąc temu poszłaś do dermatologa, więc to za krótko na jakieś efekty. Ja też kiedyś stosowałam elocom na ŁZS i mi pomógł, więc to może nie tak, że został źle przepisany tylko Twój organizm tak fatalnie na niego zareagował. Dobrze, że nie zdążyłaś zastosował alpicortu e, to też steryd. Nie wiem czy nie lepiej by było teraz tą biedną głowę oszczędzić od tych wszystkich wcierek. Wystarczająco tego wszystkiego teraz miałaś. Teoretycznie przy telogenie masz większe pole manewru, bo tych wcierek jest sporo, a telogen jest okresowy. Rozumiem, że wypadanie włosów to efekt działania tej trycholog i wcześniej włosy Ci nie wypadały? Bo jeśli tak, to faktycznie Loxon nie jest Ci potrzebny. Z samych wcierek wiele Ci nie polecę, bo stosowałam dosłownie ze 3 a tym własnie Loxon. Słyszałam sporo dobrego o placencie, ale żadnej konkretnej Ci nie podam, bo nie zgłębiałam tematu.

      Usuń
  15. Dokładnie wcześniej włosow mi wypadało malutko w porównaniu z tym co jest teraz . I dlatego tez przeklinam dzień w którym wybrałam sie do tej Pani "Trycholog". Mój organizm musisz niezle dostać w kość bo nawet włosow na nogach mam mniej 😦😦. Uspokajam organizm nie stosując żadnych sterydów zniknął trądzik , to juz duże pocieszeniu ze znowu mam piękna gładka buzie , przy myciu dalej jest płacz jak patrzę na sitko włosow 😢😢😢 popróbuje jakichś delikatnych wcierek moze pomoże ... Ostatnio zakupiłam Orising H.G. Biocomplex ampułki ale stosowałam dwa razy bo strasznie podrażniło głowę w wróciły "skorupki na głowie" teraz zakupiłam wcierke Jantar odżywkę z wyciągiem z bursztynu . Czy stosowała to kiedyś Pani ? Kupiłam tez szampony Dermena na wypadanie i szampon konopny na LZS . Stosowała Pani ? Wiem ze konopny Pani pomógł z tego co czytałam .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) To dla mnie bardzo ważne, że dzielicie się ze mną swoimi opiniami.
Anonimki bardzo proszę, podpisujcie się, bo później was mylę:)