poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Dieta - oczyszczanie organizmu (Part 2)

Chciałam wam dzisiaj w kilku słowach powiedzieć o tym jak powinna przebiegać dieta o której wspominałam ostatnio. Myślę, że wiele osób się nie zgodzi z tymi zasadami, ponieważ faktycznie niektóre zaskakują:


  • powinno się ograniczyć ilość solidnych posiłków do 2 dziennie (autorka pisze ogólnie o posiłkach, ale z tekstu wywnioskowałam, że raczej ma na myśli taki obiadowy konkret)
  • najlepiej zrezygnować ze śniadania. Ale to nie tak, że mamy nic nie jeść aż do obiadu! Chodzi o to, że rano przez noc ciało się oczyszcza...i żeby rano cały "brudek" z siebie wydalić, potrzebuje przerwy w jedzeniu. Wrzucając z rano od razu coś na ruszt, blokujemy ten proces.
  • na początek dnia pijemy wodę
  • sok z warzyw na śniadanie. Sok z rana nie wymaga żadnych wysiłków trawiennych, a nawet je wspiera. Dla mnie to element którego nie przeskoczę, bo nie mam sokowirówki...i jej nie kupię:) Więc na śniadanie jem sałatkę :) Myślę, że to nie o to chodziło autorce, ale niektóre zasady czasami trzeba nagiąć;)
  • kawa. Kawa raczej powinna iść w odstawkę, ale jeśli ktoś ma z tym olbrzymi problem (ja!!!), może pić ją przed sokiem, bądź 30 minut po. I to jest akurat punkt co do którego mam wątpliwości (kawa na pusty żołądek podobno nie jest zdrowa), aczkolwiek niestety/stety ja właśnie tak pijam kawę. 
  • w ciągu dnia najlepiej jeść pokarmy surowe i zasadowe (można poczytać np. TU), natomiast dopiero wieczorem zjeść posiłek który spowolni proces oczyszczania. Czyli w ciągu dnia jemy lżejsze posiłki niż te które będziemy spożywać wieczorem. Tak, wiem, ja też zawsze robiłam na odwrót. 

Jak powinien wyglądać taki detoxowy dzień?
  • rano po przebudzeniu pijemy wodę
  • kiedy poczujemy, że jesteśmy głodni pijemy sok warzywny
  • jeśli nadal jesteśmy głodni możemy zjeść owoce o niskiej zawartości cukru
  • na lunch, bądź jak kto woli na lekki obiad jemy sałatkę z surowych warzyw, bądź w zależności od potrzeb warzywa gotowane na parze z np. ziemniakiem, rybą. W teorii powinniśmy się najeść, ale to co nakładamy na talerz nie powinno być ciężkie.
  • popołudnie. Popołudnie dla tych które o dziwo po sałatce warzywnej są głodne;) Opcje dwie, albo przygotowujemy z założenia większy lunch i dzielimy go sobie na dwie porcje, bądź przyrządzamy coś  równie lekkiego
  • kolacja, czyli wielki finał! W końcu możemy coś zjeść! Żartuję;) Na początek (do porzygania) sałatka z surowych warzyw która pomaga w trawieniu gotowanych produktów które będziemy serwować na kolację.
To by było tak po krótce. Jak wspomniałam w poprzednim poście, ta książka była dla mnie takim punktem wyjścia. Powiedzmy motorem, który pozwolił mi się za to w końcu zabrać. Nie ukrywam jednak, że nie stosuję jej 1:1 z powodów o których już wspominałam
Ale dlaczego akurat dieta z TEJ książki, a nie innej. Przede wszystkim spodobały mi się wytyczne...ponieważ  są bardzo podobne do tego jak przebiega mój żywieniowy dzień, więc nie muszę się bardzo przestawiać. Nie ukrywam, nie jest tak, że ta dieta jest dla mnie bezproblemowa. Absolutnie. Nie lubię gotować, cóż...zostałam stworzona do wyższych celów i stanie w garach jest dla mnie potworną stratą czasu. Nie sprawia mi to przyjemności. Nigdy też nie delektuję się posiłkami. Nie ważne czy ja je przyrządziłam, czy mistrz kuchni. A diety wymagają zazwyczaj tego, żeby przywdziać fartuch. Ostatnio próbowałam upolować u siebie w bufecie coś co mogłabym zjeść...nie było absolutnie nic! Po prostu nic nie podchodziło pod tą dietę. W końcu się poddałam i wzięłam jedyną zupę która nie była na śmietanie...krupnik. Ale zapewne gotowana na jakiejś padlinie której jeść nie mogę. Wszystko do opanowania, tylko potrzeba trochę czasu na organizację, a już na pewno dla takiego człowieka jak ja dla którego doba to za mało :)

16 komentarzy:

  1. właśnie też bym sobie zafundowała taką dietę. ale tak się zbieram i zbieram i zabrać się nie mogę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprowadzaj powoli. Wiem, że czasami najlepiej ruszyć z kopyta, ale ja wiem po sobie, że czasami jest to trudne i lepiej sobie przygotować najpierw grunt. Mi się udała rzecz którą wydawała mi się wręcz już niemożliwa. Moja waga spadła od Świąt o 2kg. W wakacje codziennie jeździłam po 20 km dziennie rowerem, jadłam bardzo mało a i tak nie udało mi się zejść poniżej pewnego pułapu. A tu bach! Dużą robotę na pewno zrobiło odstawienie cukru i węglowodanów:) Oczywiście ta dieta ma dla mnie nie na celu zrzucenie wagi, ale to zawsze miły bonus;)

      Usuń
  2. To ile teraz ważysz, jak znowu minus 2 kg?
    W tej diecie najbardziej podoba mi się to, że jesteś stworzona do wyższych celów;)
    Mnie też gary mnie pociągają.

    (.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edit: mnie gary nie pociągają;)

      (.)

      Usuń
    2. Jeszcze nie zaobserwowałeś, że raz jest więcej raz jest mniej, ale tak naprawdę cały czas w tym samym obrębie? Nie no, mogę podać obwód kucyka, ale wagi to do publicznej wiadomości nie podam;)
      Wyższe cele to raczej są przeszkodą w tej diecie:P

      Usuń
  3. Ty chyba jesteś bardzo szczupła, żeby nie powiedzieć chuda, patrząc na skrawki wszystkich zdjęć na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w życiu Warszawy! Powiedzmy, że jestem ...normalna, z tendencją do odkładania się zbędnych kilogramów w jednym miejscu:)

      Usuń
    2. jakie to miejsce?:D dupcia? xd :D

      Usuń
    3. :P dokładnie ten rejon:)

      Usuń
    4. Wydawało mi się, że chodzi o inny teren;)

      (.)

      Usuń
    5. Ty nie mieszaj mi tu na mapie:P

      Usuń
    6. Ale większy tyłek jest seksowny! Tym bardziej jak masz płaski brzuch.

      Usuń
  4. mnie dziś korci kupno ostrego sosu jakiegoś i zjedzenie go z kotleciorem xd bij ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę bić, lać i tłuc! A ni mi się waż!

      Usuń
  5. Bardzo przydatny wpis :) Ja właśnie zaczynam swoje zmagania z próbą oczyszczenia organizmu(czuję, że jest zanieczyszczony :) Aczkolwiek ta dieta z kolei jest nie dla mnie z kilku powodów.
    A co do gotowania- ja je kocham, choć żałuję, bo ostatnio mam bardzo mało czasu na nie. I z kolei jestem Twoim przeciwieństwem- uwielbiam delektować się posiłkami, wszystko jem bardzo wolno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tej diety też się tak nie trzymam mocno. Przede wszystkich nie mam sokowirówki! A w tej diecie to podstawa. Tak samo z posiłkami. W ciągu dnia na tyle jestem głodna, że na samej sałacie to daleko nie zajadę, więc jem normalne obiady, tylko stosując się do zasad, żeby nie nałożyć faktycznie ziemniaków, mięsa i surówki.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) To dla mnie bardzo ważne, że dzielicie się ze mną swoimi opiniami.
Anonimki bardzo proszę, podpisujcie się, bo później was mylę:)