Odkąd zaczęłam bardziej interesować się włosomaniactwem, ale takim szeroko-pojętym, a nie tylko takim w moim wydaniu, odkryłam wiele rzeczy o których istnieniu w ogóle nie zdawałam sobie sprawy. Jedną z takich rzeczy była szczotka
tangle-teezer. Od momentu kiedy zobaczyłam na jakimś filmiku na You Tube, jak dziewczyna jednym ruchem ręki rozczesuje poplątane długie włosy - stał się moim must have.
Ale...cena! Uznałam, że tyle za szczotkę to ja nie dam, w momencie kiedy odkładam pieniądze, na diagnostykę i lekarzy.
Buszując po blogach innych włosomaniaczek, ale nie tylko, bo i w samej sieci, natrafiłam na informację, że TT owszem jest bardzo dobra szczotką, ale jeśli ktoś ma problem z wypadającymi włosami to nie jest produkt dla niego. Ponieważ informacja ta pojawiała się w kilku miejscach uznałam, że w plotce coś może być.
Odmianę jakąś musiałam wprowadzić. Mój stary plastikowy grzebień zdecydowanie mnie nie zachwycał, tym bardziej, że plastik wiadomo, może mieć jakieś zadziory i nierówności, które są w stanie uszkodzić włos. No i po grzebieniach plastikowych bardziej elektryzują się włosy. Jeśli więc nie szczotka TT, to może chociaż lepszy grzebień. Drewniany! Wiem, że pewnie dla większości posiadanie drewnianego grzebienia jest czymś oczywistym, normalnym i jak można inaczej;)
Gdzie upolować drewniany grzebień i nie zbankrutować. Hmmm, okazało się to wcale nie takie łatwe! Nie powiem, nie prowadziłam poszukiwań na szeroko zakrojoną skalę, ale kilka drogerii przeszłam i nic....Drewniana szczotka, a i owszem, ale nie grzebień. Aż do tak wytrwałych nie należę. Poszłam na łatwiznę i udałam się do The Body Shop, po grzebień który mają już chyba wszyscy!
Szukam, szukam...nie ma:( Podchodzę do szeroko uśmiechniętej Pani i pytam: czy jest grzebyczek? Pani na to, że: nie ma, nie przyszły, będą może za tydzień. Przyszłam więc w następnym tygodniu, był. Pochwyciłam i podeszłam do kasy i mówię: tylko grzebyczek. A Pani do mnie: no, i doczekała się Pani. Yyyyy. ZONK. Jakim cudem kobieta mnie pamięta? Ani tam nie bywam, ani nie jestem jakaś charakterystyczna, zielone czoło, dodatkowe oko. Zapytałam, bo ciekawość mi spokoju nie dawała. Pamiętam, że w zeszłym tygodniu Pani była i szukała grzebyczka. Chyba, jak na taką starą babę, za dużo we mnie infantylności;)
Grzebień od TBS:
cena: 19,00 zł
- w pierwszym momencie doznałam szoku. Miałam wrażenie jakbym czesała się grabiami! Jakby ten mały grzebień, był za duży w stosunku do ilości moich włosów.
- nie mogłam się nim uczesać, a właściwie rozczesać włosów. Cały czas wyglądały, jakby były skołtunione. Im dłużej czesałam, tym bardziej się elektryzowały
- wydzielić przedziałek pod wcierki było bardzo niewygodnie, ponieważ zęby jak widać są dość grube na końcach, ale z drugiej strony uznałam, że w tym celu jednak lepiej wykorzystywać coś co bardziej może iść na stracenie, ponieważ moje wcierki farbują...na amen.

- po tygodniu użytkowania zmieniłam o nim zdanie. Już nie uważam, że są to grabie, mało tego, jest mi się nim dużo wygodniej uczesać niż jego plastikowym poprzednikiem
- zmieniłam trochę sposób czesania się/rozczesywania włosów. Wcześniej rozczesywałam je w dół, teraz robię to do tyłu. W ten sposób są lepiej rozczesane i przede wszystkim rozdzielone, nie wyglądają jakbym nadal miała je poplątane
- czesząc je do do tyłu, mniej mi się elektryzują
- nie wiem czy mniej wyszarpuje włosów niż jego poprzednik, wydaje mi się, że tak, ale też istnieje duże prawdopodobieństwo, że włosy mi spadają na podłogę (tego nie jestem w stanie zarejestrować), ponieważ nie owijają się wokół zębów. Przy plastikowym, oplatały one po prostu zęby i zostawały na nich.
- kiedyś przeczytałam, że drewniany grzebień z szeroko rozstawionymi zębami jest dedykowany do włosów kręconych. Ja mam proste z tendencją do wywijania się (ale nie są to fale). Swoją drogą do jakiej grupy zaklasyfikować włosy które nie są proste i nie falowane?

- jak na taki mały kawałek drewna uważam, że 19,00zł to za dużo. Ale to moje subiektywne zdanie.
Jakby ktoś jednak chciał mi dać pod choinkę szczotkę TT to z przyjemnością przetestuję i powiem, czy faktycznie wyrywa włosy. Sama się chyba póki co nie zdecyduję na taki zakup.