środa, 31 października 2012

Wcierka od dermatologa

Cześć dziewczyny :)
Odebrałam w poniedziałek moją magiczną wcierkę od dermatologa, o której wspominałam TUTAJ. Jak się okazało, wcale nie jest taka magiczna, bo w sieci krąży wiele podobnych receptur. 

Receptę zaniosłam do apteki w piątek, także wcierka została przygotowana uważam bardzo szybko. Pani farmaceutka powiedziała mi, że w składzie jest trucizna, więc na buteleczce dostanę ostrzeżenie. I to był ten moment, kiedy postanowiłam dokładniej wczytać się w skład. Trucizna?! Natomiast jak wczoraj odbierałam ową magiczną miksturę, owo ostrzeżenie, nie wiem zupełnie dlaczego wywołało u mnie straszne rozbawienie. 
  • buteleczka jest nieduża, ale podobno powinna starczyć przynajmniej na miesiąc. Pewnie po zdjęciu nie widać, ale jest plastikowa, a nie szklana. 

  • płyn ma zabarwienie jasno brązowe (mam wrażenie, że na zdjęciu wyszedł jaśniejszy niż jest w rzeczywistości).
  • o zapachu niestety wiele nie mogę powiedzieć, ponieważ niestety mam potworny katar!
Postanowiłam wczoraj wieczorem zrobić próbę. Ponieważ specyfik nowy, ze strachu przed jakąś negatywną reakcją mojej skóry, nałożyłam preparat tylko na fragment głowy. Tutaj następuje moment który stanowi dla mnie niemały problem, ponieważ:
  • to trucizna, i dermatolog i farmaceutka, kilkakrotnie powtórzyli, żebym dokładnie umyła ręce po naniesieniu płynu
  • płyn mam nanosić palcami i wcierać
...a ja mam popękaną skórę na palcach! Mam naddartą skórę, i to mocno, do krwi. Mimo, że stosuję kremy do rąk, niestety ta skóra koło paznokci jest u mnie zawsze w bardzo kiepskim stanie. Postanowiłam więc, że spróbuję wetrzeć wcierkę wacikiem, ale tylko na kawałek skóry. Efekt był taki, że później przy czesaniu z tego kawałka (3x3cm), poleciało mi 6 włosów. To dużo jak na taki mały obszar! Skoro wacik nie, to co? Wpadłam na pomysł, że może nałożę rękawiczki lateksowe. Podpytałam jeszcze farmaceutkę, czy ze swoim stanem palców ryzykować wcieranie bez  żadnego zabezpieczenia, uznała że jednak by spróbowała na moim miejscu w rękawiczkach. Próby jeszcze nie było...teraz będzie obszar 6x6 cm ;)

Natomiast, tej samej nocy miałam SEN. Pewnie nie jedna z was miała sen w której głównym bohaterem były włosy. Mój dzisiejszy sen był dla mnie tak straszny, że aż się obudziłam, co mi się rzadko zdarza, bo zazwyczaj moje sny są naprawdę jak z horroru, a wytrzymuję: obudziłam się w nocy i poszłam do łazienki. Przeziębiona, zakatarzona...patrzę w lustro...widzę siebie z poparzoną aż do uszu skórą głowy. Całą czerwoną, kompletnie bez włosów. Wyglądało to tak, jakby ktoś mi zdjął skalp. Nie, niemożliwe, to nie dzieje się naprawdę. Obudź się, obudź się, obudź się...i się obudziłam.

Kiedyś czytałam na jednym z blogów (nie pamiętam już którym!!! wybaczcie, ale może któraś z was skojarzy), historię dziewczyny która dostała wcierkę od nieznajomej, podobno rewelacyjnie miała wpłynąć na stan jej włosów. Dziewczyna nałożyła wcierkę przed pójściem spać. W nosy obudziło ją straszliwe pieczenie skóry. Poszła do łazienki i się okazało, że ma całą skórę poparzoną  i bez włosów. Nie wiem, czy to prawda, czy nie...ale ewidentnie wryło mi się w pamięć!!!

Sprawdzamy więc skład! Ja nie jestem bio-chemikiem, więc posiłków szukałam w sieci. Oczywiście źródło na dole posta:

Pilocarpini: (...) W recepturze aptecznej częściej jednak pilokarpina figuruje jako składnik wcierek – frictiones - pobudzających porost włosów. Jej działania polega na rozszerzeniu naczyń krwionośnych w skórze głowy. Powoduje to lepsze ukrwienie i odżywienie cebulek włosów. Wykorzystywane stężenia w preparatach do użytku zewnętrznego mają zakres 0,125 % - 0,5 %. 
   Należy pamiętać, że chlorowodorek pilokarpiny jest silną trucizną – przyjęty doustnie w zbyt dużej dawce może powodować bradykardię i spadek ciśnienia krwi, skurcz oskrzeli i następowe trudności w oddychaniu.    

Trea Chinea: (...) Wyciąg z kory chinowca pobudza mikrokążenie, dzięki czemu cebulki włosa lepiej przyswajają i wchłaniają substancje odżywcze. Zewnętrzne wcierki z tego składnika stosowane były w łysieniu już  dawniej i zwane „wodą chinową”. Współcześnie wyciąg z chinowca wchodzi m.in. w skład serii kosmetyków gotowych do włosów Klorane i Yves Roche.

Trea Capsici: nalewka s pieprzu tureckiego (rozgrzewa skórę przez co poprawia jej ukrwienie, zawiera kapsaicynę, która wykazuje potencjalne właściwości przeciw łysieniu androgenowemu)

Resorcinijest 1,3-dihydroksybenzenem, związkiem fenolowym o silnych właściwościach grzybo- i bakteriobójczych. Wywiera wpływ ściagajacy i złuszczający na skórę oraz błony śluzowe, w większych steżeniach (40%) działa przyżegająco. 

Spir.Vini 70 ad 100,00: spirytus

m.f.sol: mieszać do uzyskania roztworu

źródło znaczenia składu:
Sorcerer69
 z Wizażu o trea capsici 

22 komentarze:

  1. Opis składników wygląda dosyć zachęcająco :) U mnie ta wcierka spowodowałaby spore podrażnienie i przesuszenie, tak myślę. Czekam na relację z działania na Twojej głowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne spirytus. Też się trochę tego obawiam, patrząc na to jak działa Loxon, który jednak też ma alkohol. Chociaż teoretycznie wcierka ma być łagodniejszy, przynajmniej tak twierdził dermatolog. Zobaczymy ;)

      Usuń
  2. Też moja skóra zareagowałaby na nią zapewne podrażnieniem. Świetnie wygląda ta czaszka na butelce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się podoba :D Budzi grozę jak stoi tak sobie pomiędzy płynem micelarnym a flakonikiem perfum ;)

      Usuń
  3. Do mnie też często trafiają takie recepty, muszę podpytać jak z działaniem. Mam nadzieję, że u Ciebie będą dobre efekty. A przygotowanie takie cuda to ok. 10-15 min pracy. ;)

    I jak powiedział Paracelsus - Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest, bo dawka czyni truciznę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kathy, czyżbyś była farmaceutką? Ja dużo różnych receptur spotkałam w sieci i czasami niewiele się różnią...ale jednak. Większość miała jeszcze witaminę B6, niektóre sterydy.
      Jeśli coś się dowiesz na temat takiej wcierki to proszę napisz, bo strasznie jestem ciekawa :) Ja dopiero dzisiaj zrobię do niej drugie podejście :)

      Usuń
  4. Pamiętam właśnie coś takiego z toksykologii (o czym Kathy wspomniała) - Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest, to dawka o tym decyduje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby wsiąść to na logikę, to ma sens :)

      Usuń
  5. Mnie się kiedyś śniło, że zamiast włosów mam na głowie komórki z kosmkami, a sama głowa jest paskudnie pofałdowana. Ot, naoglądałam się schematów budowy ścian żołądka :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,

    Post ukazał się dość dawno, ale ten komentarz jest ważny także na przyszłość.
    Gdy sporządzamy lek, jesteśmy obowiązani oznaczyć go jako bardzo silnie działający z trupią czaszką na znaczku. Dla ułatwienia i skrócenia wymyślono znaczek o treści "trucizna" z trupią czachą. Jest to dość nieszczęśliwy skrót, ja tam gdzie pracuję oznaczam takie leki właśnie jako "bardzo silnie działające" z czaszką.
    Wykładowcy sprzed mojego dzieciństwa jak widać nie zdołali nauczyć obecnie pracującej kadry, że szafowanie skrótem trucizna może mieć i jak widać ma zgubny wpływ na stosunek Pacjenta do leku.
    Faktem jest, że oznaczenie jakiekolwiek jest potrzebne. W tym przypadku może np. służyć sytuacji gdyż ktoś w pijanym widzie, wydudla wszystkie wyskoki w domu i sięgnie po wcierkę bo jest ona zrobiona na wódce ;-). To wtedy go ta czacha może uratuje przed zgonem.
    Ale na serio - społeczeństwo nie jest równe pod względem inteligencji. Jednemu wystarczy powiedzieć, że lek jest taki a taki i będzie dobrze. Drugiemu potrzebna jest wyraźna informacja, że tego się nie pije, a jeśli tak się stanie to trzeba to wypłukać, bo zawartość truje.
    Wracając do meritum - pilocarpina jest sprawcą całego zamieszania. Jest to alkaloid powodujący szereg działań niepożądanych gdy dostanie się do wewnątrz po połknięciu.
    Sprawa wygląda zupełnie inaczej gdy nałoży się jej roztwory na skórę. W rozcieńczeniu do 0,5% substancja nie powinna wyrządzić żadnych szkód w organizmie.
    Do wewnątrz stosuje się dawki o wiele wyższe po nawet 10% krople w zespole zaniku wydzielania śliny.
    Popękana skóra rąk nie przyczyni się także do zatrucia pilokarpiną z wcierki do włosów.
    Dlatego należy zachować spokój i używać leku zgodnie z przeznaczeniem oraz chronić go przed przypadkowym połknięciem przez dzieci i nierozważnych dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za informację:) Zwłaszcza o popękanej skórze. U mnie popękana skóra to tak jak napisałam bardzo często po prostu krwawiące rany. Tak samo żadnej wcierki nie nakładam na głowę kiedy mam ją rozdrapaną (co mi się czasami zdarza). Aktualnie ręce mam w lepszym stanie i już nie posiłkuję się rękawiczkami, ale rozumiem, że niezależnie stanu rąk, nie powinnam się obawiać wcierki.

      Usuń
  7. Nie ma się czego bać, natomiast wcierki na etanolu mogą utrudnić regenerację spękań właśnie ze względu na wysuszające działanie tego rozpuszczalnika.
    W razie dostania się wcierki z nalewką pieprzowcową do rany dodatkowo będą wrażenia przytykania rozżarzonego gwoździa do rany - ta nalewka ma działanie palące i piekące na skórę, a co dopiero rany.
    Po co się jej dodaje? Aby zwiększyć wchłanianie pozostałych składników. Działanie drażniące pociąga za sobą zwiększenia krążenia włosowatego wokół przydatków skóry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pytanie, mam nadzieję, że Pan odczyta: jak długo można stosować taka wcierkę? Miałam ją przepisaną przez dermatologa dwa razy, ale pomiędzy zastosowaniami były 3 miesiące przerwy wynikające tylko z oczekiwania na kolejną wizytę. Uroki NFZ. Teraz jak już wiem, że mogę wyrobić wcierkę u rodzinnego, wizyta u dermatologa stała się zbędna....i nie muszę czekać na nią kolejne 3 miesiące. Niestety nie wiem jak jest z dłuższym stosowaniem. Będę wdzięczna za odpowiedź.

      Usuń
  8. ile taka wcierka kosztuje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jak ją wyrabiałam zapłaciłam 8zł. Tylko musi być na NFZ.

      Usuń
  9. mastiff, mój post będzie mocno po czasie, ale co tam, napiszę, może komuś to pomoże :)

    Z wypadaniem włosów borykam się od kilku lat (staram się policzyć, od ilu - wydaje mi się, że od co najmniej 5, a od 4 "łażę po lekarzach"). Ta cierka była pierwszym konkretniejszym od porad typu "wszystkim wypadają włosy, za miesiąc-dwa przejdzie" specyfikiem, jaki zaserwował mi dermatolog. Po miesiącu stosowania nie zauważyłam żadnych efektów, ale trochę w tym mojej winy, bo codziennie mi się wcierać nie chciało. Dermatolog mnie upomniał, że TRZEBA CODZIENNIE, więc się zawzięłam. To, co się wydarzyło w drugim miesiącu stosowania, nie powtórzyło się już nigdy więcej, a wielka szkoda. Włosy nie przestały wypadać od razu, ta sytuacja zmieniała się powoli, stopniowo, natomiast pojawił mi się taki odrost, że nie mogłam sobie poradzić z układaniem fryzury. O, jakże chciałabym mieć ten problem teraz! Włosy rosły mi jak szalone na całej powierzchni głowy, wszędzie, ze wszystkich stron sterczała mi kilkumilimetrowa szczecina, której było chyba więcej, niż włosów długich (nie taki znowu bardzo długich, sięgały mi do linii brody). Ten stan utrzymywał się przez jakieś pół roku - szczecina rosła szybko, a "stare" włosy wypadały w liczbie kilku, może kilkunastu dziennie. Po tych 6 miesiącach (tak mniej-więcej) wcierka przestała na mnie działać i włosy zaczęły lecieć bardziej, ale zagęszczone tym niesamowitym odrostem przez kolejne miesiące wyglądały bardzo dobrze.

    Teraz, po czasie, wiem, że stosowałam tę wcierkę za długo. Powinnam zrobić sobie przerwę najdalej po trzech miesiącach, a w tym czasie wspomóc osadzanie się korzeni np. szamponem z triaminodilem - tak mi powiedział inny lekarz. Zastanawiam się, czy nie podejść do tej wcierki ponownie (może ją przepisać lekarz pierwszego kontaktu). Nigdy więcej nie stosowałam kosmetyków z wyciągiem z chinowca, więc może moje uodpornienie nie było trwałe?

    Niezły odrost spowodował u mnie Alpecin, ale wypadanie ograniczył w małym zakresie, natomiast loxon ograniczył wypadanie i nie przyczynił się prawie do żadnego odrostu :/

    Tak sobie myślę, że żaden z wyżej wymienionych preparatów nie nadaje się do wrażliwej skóry głowy. Ja raczej z tych niewrażliwych, a stosowanie Alpecinu było niezbyt przyjemne!

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam,

    otrzymałam wczoraj swoją wcierkę, tylko dziwne dawkowanie mam napisane 1,5 ml na głowę? czy to nie aby za mało ? wczoraj siedziałam rozmyślalam, bo przecież to raptem 3 kropelki ! oczywiście wtarłam więcej niż napisali (przyjemne mrowienie później czuć, wiadomo, że coś się dzieje) napisz mi proszę czy miałaś u siebie napisane jaką ilość wcierać czy po prostu na oko to robiłaś.

    Z góry dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam informacji ile nakładać. Robiłam to na oko. Kupiłam kroplomierz i tak mniej więcej wcierałam 3/4 jego pojemności.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź, ja też wcieram na oko, bo przecież 1,5 ml to jakiś żart :)

      Usuń
    3. 1,5ml to na pewno nie 3 krople... zależy jaką gęstość ma płyn, ale jedna kropla może mieć np 0.1 ml. 1,5ml to może być właśnie 3/4 pojemności kroplomierza.

      Usuń
  11. Witam chciałabym zapytać o tą wcierkę od dermatologa. Interesuje mnie jak ją stosować, to znaczy ile razy dziennie, rano czy wieczorem? Czy po tych 3 miesiącach faktycznie trzeba zrobić przerwę w jej stosowaniu i kiedy powtórnie trzeba użyć wcierki (jak długa na być przerwa pomiędzy stosowaniem wcierki). Jak długo należy stosować szampon z traiminodilem. Z góry dziękuję za odpowiedź i poradę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) To dla mnie bardzo ważne, że dzielicie się ze mną swoimi opiniami.
Anonimki bardzo proszę, podpisujcie się, bo później was mylę:)